Bevagna – umbryjskie miasteczko, w którym czas się zatrzymał

0
788

Dzisiaj chciałabym Was zabrać w podróż do maleńkiej Bevagni, leżącej w sercu Umbrii, w cieniu większych i bardziej znanych sąsiadów, Perugii i Asyżu. Będzie to też swoista podróż w czasie. Gotowi? A więc zaczynamy…

Historia Bevagni

Pierwsza wzmianka o Bevagni, pod łacińską nazwą Mevania, pojawiła się w 295 roku p.n.e. w dobie podbojów rzymskich, ale archeolodzy odnaleźli tutaj ślady osadnictwa ludzkiego sięgające epoki żelaza. W 90 roku p.n.e. Mevania uzyskała status municypium rzymskiego, czyli miasta częściowo autonomicznego, którego mieszkańcy mieli pełne prawa obywatelskie.

Dzięki położeniu przy Via Flaminia, najważniejszym szlaku handlowym prowadzącym z Rzymu na północ, oraz rozwiniętej żegludze śródlądowej Mevania przeżywała rozkwit aż do III wieku n.e., kiedy to na znaczeniu zyskał odcinek Via Flaminia przechodzący przez Terni i Spoleto. Po dawnej świetności pozostały jednak nieliczne ślady – pozostałości amfiteatru i świątyni rzymskiej czy fragment przepięknej mozaiki z term.

Po upadku Cesarstwa Rzymskiego Bevagna przechodziła z rąk do rąk, kontrolowana naprzemiennie przez Święte Cesarstwo Rzymskie i Państwo Kościelne, pozostając zasadniczo wierna temu drugiemu. Została kilkukrotnie zniszczona, m.in. przez Fryderyka Barbarossę i ród Trinci z pobliskiego Foligno, przeciwko władzy których się buntowała.

Wieki średnie nie były więc dla Bevagni łaskawe, ale to właśnie w tym okresie ukształtował się jej charakter, o który do dziś pieczołowicie dbają jej mieszkańcy.

Bevagna dzisiaj

Otoczona murami, pełna wąskich zaułków Bevagna uznawana jest za jedno z najpiękniejszych włoskich miasteczek.

Wpisana na listę „I Borghi più belli d’Italia” niezmiennie zachwyca turystów z całego świata i nie tylko. Urokliwe place i uliczki Bevagni to bowiem gotowy plan filmowy, z którego chętnie korzystają włoscy filmowcy. Wielbicieli srebrnego ekranu z pewnością zainteresuje fakt, że to właśnie tutaj nakręcono niektóre sceny serialu telewizyjnego „Imię róży” w reżyserii Giacomo Battiato (2019).

Bevagna została również nagrodzona Pomarańczową Flagą (la Bandiera arancione), znakiem jakości turystycznej i środowiskowej, przyznawanym miasteczkom, które wyróżniają się nie tylko dbałością o dziedzictwo historyczno-kulturowe i środowisko naturalne, ale również o odwiedzających je turystów. Dodam, że nie tak łatwo otrzymać to wyróżnienie – na blisko 3000 złożonych do tej pory wniosków wymagane kryteria spełniło zaledwie 247 miejscowości.

Serce starego miasta stanowi nieregularnych kształtów plac – Piazza Silvestri. To tutaj odbywają się najważniejsze dla miasta wydarzenia i tutaj znajdują się jego największe zabytki. Najważniejszym budynkiem świeckim, stojącym przy placu, jest Palazzo dei Consoli, zbudowany w 1270 r. w stylu gotyckim. W przeszłości był on siedzibą magistratu, mieścił również archiwum publiczne i ponure więzienie. W 1886r. budynek przekształcono w niewielki, ale pięknie zdobiony teatr im. Francesco Torti, który działa do dziś. W dzień możecie zwiedzić go z przewodnikiem, wieczorem zaś zasiąść w loży i obejrzeć przedstawienie.

Obok Palazzo dei Consoli, jak gdyby do niego przyklejony, stoi niewielki kościół San Silvestro, datowany na 1195 r.

Niech Was nie zwiedzie prosta i niedokończona fasada, ten niepozorny budynek skrywa bowiem klejnot architektury romańskiej: imponujące trzynawowe wnętrze zbudowane na starożytnej krypcie. Koniecznie zajrzyjcie do środka, odetchnijcie głęboko i poczujcie atmosferę tamtych lat…

Po przeciwnej stronie placu wznosi się kościół San Michele, zbudowany na przełomie XII i XIII wieku. Tutaj, dla odmiany, możecie się lekko rozczarować. Fasada z trawertynu i masywna dzwonnica to najlepiej zachowane elementy średniowiecznego kościoła.

Oryginalne romańskie wnętrze zostało w 1741 r. przerobione na modny wówczas styl barokowy. Kolumny pokryto stiukiem, a ściany ozdobiono licznymi malowidłami. W latach 50. XX wieku przeprowadzono gruntowną renowację, która miała na celu przywrócenie pierwotnego wyglądu kościoła, ale, niestety, wiele elementów bezpowrotnie stracono. Po renowacji w stylu barokowym pozostała jedynie kaplica prawej nawy.

Przy placu znajdziecie jeszcze jeden interesujący budynek – kościół San Domenico e Giacomo z 1291 r., w którym możecie podziwiać kolekcję fresków z połowy XIV wieku.

Bevagna – choć niewielka – ma wiele do zaoferowania i warto odwiedzić ją o każdej porze roku, ale wizyta będzie jeszcze ciekawsza, jeżeli zdecydujecie się na nią w drugiej połowie czerwca, kiedy w miasteczku odbywa się festiwal średniowieczny Il Mercato delle Gaite.

Festiwal średniowieczny Il Mercato delle Gaite

Festiwale średniowieczne odbywają się w wielu miastach Włoch, ale większość z nich ogranicza się do gonitw, parad albo zawodów sportowych, natomiast Bevagna zanurza się w średniowieczu całkowicie. Przez 10 dni jej mieszkańcy ubrani w stroje z epoki żyją, pracują i bawią się tak, jak robili to ich przodkowie w okresie pomiędzy 1250 a 1350 rokiem.

Idea festiwalu zrodziła się w latach 80. XX wieku. Grupa uczonych bardzo skrupulatnie przebadała średniowieczny statut gminy Bevagna, w którym dokładnie opisano zasady funkcjonowania miasta począwszy od sprawowania władzy lokalnej i sądownictwa, a na metodach wytwarzania lokalnych produktów i organizacji sklepów skończywszy.

Dzisiaj, podobnie jak w średniowieczu, miasteczko podzielone jest na cztery dzielnice. W czasie festiwalu Gaita San Giorgio, Gaita San Giovanni, Gaita San Pietro i Gaita Santa Maria rywalizują ze sobą w czterech konkurencjach: gastronomia (nie tylko wierne odwzorowanie przepisu, ale i kontekstu w jakim wybrana potrawa była serwowana), łucznictwo, rzemiosło (przedstawienie całego procesu produkcyjnego od pozyskania surowców do wyrobu gotowego) i handel (najważniejszakonkurencja – organizacja średniowiecznego targu). Zwycięzca zostaje uroczyście ogłoszony ostatniego dnia festiwalu.

Rywalizacji towarzyszą liczne wydarzenia kulturalne: koncerty, przedstawienia teatralne, pokazy kuglarzy i ulicznych grajków.

Dbałość o szczegóły i ogromne zaangażowanie mieszkańców sprawiają, że nie ma tu żadnej fałszywej nuty. Przekraczając bramę starego miasta mamy wrażenie, jakbyśmy naprawdę cofnęli się w czasie.

Podczas festiwalu mamy okazję odwiedzić kilka średniowiecznych laboratoriów i warsztatów. Można prześledzić w nich proces wytwarzania świec z pszczelego wosku, konopnych sznurów czy jedwabnych tkanin. Warto odwiedzić farbiarnię, gdzie dowiecie się, jak przygotowywano barwniki i jakie – w zależności od materiału – stosowano metody barwienia i utrwalania kolorów. Innym ciekawym miejscem jest papiernia, w której ze starych szmat wytwarza się papier.

Nam natomiast udało się zajrzeć do Scriptorium i było to niezwykle pouczające doświadczenie. Ubrani w habity mnisi (podobno jeden był prawdziwy) oprowadzili nas po dziedzińcu budynku przypominającego klasztor i krok po kroku pokazali, jak ze skóry koźlęcej bądź jagnięcej powstawał pergamin. Widzieliśmy, jak skóra zostaje poddana suszeniu na słońcu, a następnie zmiękczana w zawiesinie wody i wapna. Kolejnym krokiem było rozciągnięcie jej na specjalnym drewnianym koziołku i oczyszczenie z wełny i naskórka.

Tak przygotowana skóra była potem naciągana przy pomocy sznurów na drewnianą ramę, oczyszczana z tłuszczu i pozostawiana do ponownego wyschnięcia.

Jeszcze tylko ścieranie pumeksem, bielenie kredą, dziurkowanie, rysowanie linii i gotowy pergamin trafiał do skrybów, a my jego dalsze losy poznaliśmy w mrocznych salach „klasztoru”.

Przy niewielkim świetle świec pochylony nad pulpitem skryba starannie i powoli kreślił gęsim piórem litery. Musiał to robić w ciszy i skupieniu, bo każdy błąd mógł go drogo kosztować i nie mówię tutaj o pieniądzach.

Gotowe stronice – a w ciągu dnia skryba mógł zapisać dosłownie kilka stron – trafiały do dekoratora, który ozdabiał je farbami i płatkami złota. Również tutaj ważne było skupienie i użycie materiałów we właściwej kolejności – dekorator najpierw nakładał płatki złota na podkład z białka jaja kurzego, gipsu, wody i cukru, a później dopiero malował inne elementy farbami.

Na koniec pergaminowe stronice były zszywane i oprawiane w drewniane deseczki, które następnie były pokrywane skórą lub mocną tkaniną. Co ciekawe, praca nad jedną księgą mogła trwać nawet rok.

Jak wspomniałam wyżej, w czasie festiwalu najważniejszy jest jednak średniowieczny targ. Każda gaita organizuje stoiska, na których można kupić miejscowe wyroby, wykonane całkowicie ręcznie lub przy użyciu prostych narzędzi. Można również spróbować ciasteczek upieczonych według średniowiecznych receptur albo kupić ser przygotowany na sposób tradycyjny.

Jakby tego było mało, przy wielu stoiskach możemy przyjrzeć się, jak powstają te cuda. Widzimy zatem sędziwe panie wyplatające wiklinowe koszyki, silnych kowali zmieniających żelazo w narzędzia, radosnego garncarza wyrabiającego naczynia z gliny czy skupionego na pracy lutnika.

Warto zatrzymać się na dłuższą chwilę, wdać w pogawędkę z rzemieślnikami albo chociaż popatrzeć, jak pracują. Mnie zafascynował pan, który ręcznie szył i oprawiał księgi. Z jego rozmowy z inną turystką wywnioskowałam, że ma naprawdę dużą wiedzę na temat papieru i średniowiecznych ksiąg.

Inne stoisko, które przyciągnęło moją uwagę, pełne było kolczyków z wikliny, ptasich piór, kasztanów, papryczek i innych darów natury. Kupiłam dwie pary, po prostu nie mogłam się oprzeć…

Wieczorem około 19:30 otwierają swoje podwoje tawerny. Każda Gaita serwuje inne potrawy, ale wszystkie przygotowane na sposób tradycyjny. Można również skosztować potrawy, która bierze udział w konkursie. Na tego typu wydarzeniach z reguły zasadą jest złożenie i opłacenie zamówienia w kasie, a następnie przekazanie wydruku obsłudze przy stoliku.

Nasza przygoda w tawernie

My całkiem przypadkiem trafiliśmy do tawerny San Pietro. Z bogatego menu wybraliśmy przystawkę składającą się z wyboru wędlin, serów i bruschetty, pappardelle z zającem i ravioli z dynią.

Usiedliśmy przy długim, pustym stole, za chwilę obok usadowiła się większa grupa młodych Włochów. Bardzo szybko pojawił się też obsługujący nasz rewir Tommaso. Zebrał nasze zamówienia, przypiął do swojej tacy i poleciał dalej z okrzykiem „Torno subito!”(Zaraz wracam!). Oczekując na przystawkę chłonęliśmy atmosferę miejsca i przysłuchiwaliśmy się pogawędkom miejscowych.

Po 15 minutach wciąż czekaliśmy na napoje. Siedzący obok Włosi również. Z miejsca, gdzie siedzieliśmy, mieliśmy doskonały widok na okienko, z którego błyskawicznie wydawano potrawy. Kilka razy mignęła nam twarz Tommaso.

Po 25 minutach Włosi zaczęli się niecierpliwić i wzywać obsługę. Do naszego stolika podszedł inny kelner z pytaniem, o co chodzi. Włoszka zaczęła się skarżyć, że już tyle czasu czekają na piwo.
– Oni też czekają – wskazała na nas.
– Kto was obsługuje?

– Tommaso.
– Tommaso? A który to? – kelner bezradnie rozejrzał się po placu. – Torno subito!
W tym momencie zaczęliśmy się zastanawiać, czy nasze zamówienie zostanie kiedykolwiek zrealizowane… Na szczęście kelner wrócił szybko z napojami i mogliśmy chociaż ugasić pragnienie. Na jedzenie czekaliśmy dalej.

Po kilkudziesięciu minutach pojawił się wreszcie Tommaso. Przyniósł nam trzy wielkie bruschetty, których nie zamawialiśmy. Również Włosi nie mieli ich w swoich zamówieniach. Po kolejnych kilkunastu minutach udało nam się złapać Tommaso i wyjaśnić, że zamawialiśmy coś innego. Zaklął pod nosem, zaczął sprawdzać w zamówieniach przypiętych do tacy i stwierdził, że naszego nie ma i musi poszukać. „Torno subito!” – rzucił. Na pytanie co z bruschettą machnął ręką, żebyśmy się nie przejmowali. Będzie gratis.

Wkrótce Tommaso powrócił triumfalnie z naszym zamówieniem i właściwą przystawką. Niedługo potem na naszym stole pojawiły się również makarony. Kolacja trwała dłużej niż zakładaliśmy, ale nie żałujemy ani minuty.

Najedzeni i w wyśmienitych humorach wróciliśmy do samochodu. Mimo późnej pory na Piazza Silvestri odbywało się kolejne przedstawienie, a my w drodze na parking przeciskaliśmy się przez tłum ludzi zmierzających w odwrotnym niż my kierunku. Wyglądało to tak, jakby zabawa miała się dopiero rozpocząć. Przed nami była jednak długa i kręta droga do domu, następnym razem zanocujemy chyba w Bevagni.

Informacja praktyczne

Dojazd samochodem


Najwygodniej dojechać do Bevagni samochodem i wiedzie do niej wiele dróg.
Najprostsza droga od Perugii wiedzie drogą SS 75 w kierunku na Foligno, zjazd Foligno Nord (w kierunku na Bevagnię).
Jadąc od strony Terni wybierzcie drogę SS 3 w kierunku na Foligno, zjazd Trevi (w kierunku na Montefalco).
Duży parking znajduje się przy Via Ponte delle Tavole. W okolicy bram miejskich znajdują się również inne mniejsze parkingi.

Dojazd komunikacją zbiorową


Do Bevagni możecie dostać się również komunikacją zbiorową – z Rzymu i Perugii kursują pociągi do Foligno, a z Foligno autobus E411 sieci Busitalia dowiezie Was pod same mury Bevagni.

  •  Biuro informacji turystycznej znajduje się przy Piazza Silvestri, pod schodami Palazzo dei Consoli. Dostaniecie tam mapkę Bevagni oraz informacje na temat godzin otwarcia atrakcji turystycznych i zwiedzania z przewodnikiem.
    Biuro czynne jest od poniedziałku do niedzieli od 9:00 do 13:00 i od 14:00 do 18:00.
  • Jeśli chcecie poznać bliżej historię miasteczka, zajrzyjcie do Muzeum miejskiego (Museo civico), zlokalizowanego przy Corso Matteotti 70. Muzeum podzielone jest na trzy sekcje: sekcję archeologiczną dokumentującą czasy starożytne, sekcję zbiorów dokumentacyjnych prezentującą średniowieczne pergaminy oraz galerię obrazów z XVI i XVII wieku.

Bilet wstępu kosztuje 5 euro.

  • Il mercato delle gaite
    Szczegółowy program festiwalu jest dostępny z wyprzedzeniem na stronie. Jeżeli planujecie wybrać się do Bevagni w innym terminie, również warto zajrzeć na stronę festiwalu, ponieważ publikowane są tam informacje także o innych wydarzeniach, które odbywają się w miasteczku w ciągu roku, np. o pokazach w wybranych laboratoriach.

PODZIEL SIĘ
Włochy miały być kolejnym krajem na wakacje, okazały się miłością życia 😉 Po powrocie z wakacji zaczęłam uczyć się języka włoskiego, przez co poznałam fantastycznych ludzi zgromadzonych wokół Italia Po Polsku i lawina ruszyła. Fascynuje mnie różnorodność tego kraju ze szczególnym uwzględnieniem kuchni.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here