Mercato Trionfale – wspaniały rynek w Rzymie

0
1104

Koloseum, Fontanna di Trevi, Piazza di Spagna, Bazylika św. Piotra, wiadomo, nie godzi się być w Rzymie i nie zobaczyć tych miejsc. Ale Rzym to nie tylko starożytne ruiny, barokowe fontanny i piękne kościoły. Rzym to miasto, które tętni życiem o każdej porze dnia i nocy, a jego atmosferę tworzą ludzie, którzy w nim mieszkają. Podglądanie, jak wygląda tu życie na co dzień, a nawet próba w nim uczestniczenia jest wyjątkowym doświadczeniem. A najlepszym miejscem do tego jest Mercato Trionfale, największy i najstarszy rynek w Rzymie, położony w dzielnicy Prati, w bliskim sąsiedztwie Watykanu.

Historia Mercato Trionfale

Historia Mercato Trionfale sięga końca XIX wieku, kiedy to w alei Giulio Cesare powstał targ, na którym zmęczeni podróżnicy mogli zatrzymać się i posilić, a także nakarmić swoje zwierzęta. W latach trzydziestych XX wieku został przeniesiony na ulicę Andrea Doria, gdzie znajduje się do dziś. Początkowo był to targ pod gołym niebem, ale z biegiem lat, kiedy dzielnica stawała się bardziej elegancka, prosty bazar przestał podobać się mieszkańcom. W 2009 roku powstała hala ze szkła i betonu, w której znalazło się miejsce dla 273 stoisk, ogromny parking, przestrzeń biurowa, a także przedszkole i biblioteka. 

Układ Rynku

Rynek podzielony jest na sektory tematyczne, oznaczone różnymi kolorami: żółtym dla produktów suchych, wypieków i artykułów gospodarstwa domowego, niebieskim dla ryb i owoców morza, czerwonym dla produktów mięsnych i innych pochodzenia zwierzęcego oraz zielonym dla owoców i warzyw, przy czym jasny zielony zarezerwowany jest dla rolników sprzedających bezpośrednio swoje produkty, a ciemny zielony dla sprzedawców oferujących produkty zakupione wcześniej na rynku centralnym. 

Można tu znaleźć dosłownie wszystko: chleb, ciastka, sery, wędliny, świeże i ekologiczne mięso, jajka od szczęśliwych kur, owoce i warzywa (i te błyszczące, i te brzydkie ale dobre), ryby, owoce morza, makaron, potrawy gotowe do podgrzania, oliwę, przyprawy, wino prosto z beczki, ubrania, buty, zabawki… Można też w przerwie między zakupami skoczyć do fryzjera. Ciekawostką jest stoisko utylizacji odpadów – każdy mieszkaniec dzielnicy może przynieść szkło, papier czy plastik i otrzymać w zamian kilka euro. 

Tyle suchych faktów. Pora na autentyczne doznania. 

Moje doświadczenia

O Mercato Trionfale dowiedziałam się od znajomego Włocha, mieszkańca – jakżeby inaczej – dzielnicy Prati. Kiedy powiedziałam mu, że wybieram się do Rzymu, zasypał mnie informacjami o miejscach, których nie znajdę w przewodnikach, i polecił swoją znajomą, która organizuje wycieczki po bazarze. Moja pierwsza myśl: „Wycieczka po bazarze? Z przewodnikiem? Ale po co?”. Mając w głowie obraz polskich bazarów byłam początkowo sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, ale potem pomyślałam sobie, że przecież to Włochy, że w kraju tak dumnym ze swojej kuchni, w którym celebruje się każdy posiłek, również zakupy artykułów spożywczych mogą być swego rodzaju rytuałem. Skontaktowałam się więc z Sabriną i zarezerwowałam termin. Im bliżej było wyznaczonego dnia, tym bardziej cieszyłam się na to spotkanie. O umówionej godzinie spotkałyśmy się przed głównym wejściem do Mercato, ozdobionym fantastycznymi muralami przedstawiającymi rzymską aktorkę, Annę Magnani.  

Sabrina, z którą z miejsca bardzo się polubiłyśmy, opowiedziała mi krótko historię rynku, a potem poprowadziła sobie tylko znanym szlakiem do stoisk z najlepszymi produktami.

Po drodze opowiadała o ludziach, którzy od wielu lat związani są z Mercato, i co chwila zatrzymywałyśmy się przy stoiskach, gdzie witała się ze znajomymi wymieniając pozdrowienia i przedstawiając mnie jako swoją przyjaciółkę. Na żarty i słowne zaczepki znajomych reagowała śmiechem i słowami: „Uważaj, ona rozumie włoski”, co jeszcze bardziej rozluźniało atmosferę. Wskazując stoisko z ekologicznym mięsem Sabrina powiedziała mi, że kupują tutaj restauratorzy z całej okolicy, czego chwilę później byłam naocznym świadkiem. Od stoiska, ciągnąc wyładowany mięsem wózek, odchodził właśnie Tony, kucharz pobliskiej osterii, w której jadłam dzień wcześniej. Sabrina, oczywiście nie wiedząc o tym, zaczęła nas sobie przedstawiać. Na moje słowa, że znam jego restaurację, Tony z szerokim uśmiechem odparł: „Wiem, byłaś wczoraj i jadłaś carbonarę.” I jak tu nie kochać Włochów?

Sam rynek jest niesamowity, emanuje zapachami i kolorami. Będąc w sektorze rolników (kolor jasnozielony) niemal wszystkimi zmysłami mogłam poczuć różnicę między owocami oferowanymi przez bezpośrednich dostawców, a tymi znanymi z marketów. Mandarynki nie tylko smakowały słodko-bosko, ale też cudownie pachniały! I co z tego, że były brzydkie i pomarszczone? Wszak liczy się to, co w środku, a nie na zewnątrz.

Dowiedziałam się również, w jaki sposób sprawdzać świeżość jajek: od daty przydatności nabitej na jajku (u nas raczej na kartonowym opakowaniu) należy odjąć 28 dni, otrzymamy w ten sposób dzień, kiedy jajka zostały podebrane kurom. W pierwszym tygodniu po „zbiorze” jajka nadają się do jedzenia na surowo albo do przygotowania majonezu i zabaione, w drugim tygodniu można gotować je na twardo, na miękko, smażyć, co kto lubi. W trzecim tygodniu nadają się do przygotowania makaronu jajecznego, a w ostatnim – już tylko do ciast i ciasteczek. O zgrozo! jak bardzo nieświadomym konsumentem byłam…

W trakcie zwiedzania miałam też okazję spróbować wielu lokalnych przysmaków. Sabrina pokazała mi, jak Rzymianie pokonują małego głoda – chodziłyśmy od stoiska do stoiska i zbierałyśmy produkty: pizza bianca na stoisku z pieczywem, potem mortadela od rzeźnika i na koniec czerwone wino z beczki. Wszystko razem smakowało wybornie, nie muszę chyba dodawać, że mortadela miała mało wspólnego z tą dostępną w polskich marketach.

Kolejną degustację Sabrina zorganizowała przy stoisku nr 102, którego właścicielami są Ivo i Arsenio, dwaj przesympatyczni starsi panowie pochodzący z Ariccii koło Rzymu, wielcy pasjonaci dobrego jedzenia. Na widok oferowanych przez nich produktów człowiekowi świecą się oczy. Czego tu nie ma!

Salami, kiełbasa z dzika, pancetta, guanciale, coppietta, parmezan, pecorino romano, oliwki, chleb z pieca opalanego drewnem, cantucci, i wreszcie królowa tego stoiska – porchetta.

Wierzcie mi lub nie, ale kupili mnie chlebem z porchettą – delikatną, z chrupiącą skórką, do tego obowiązkowy kubeczek czerwonego wina, kilka oliwek, po prostu niebo w gębie! Brałam od nich wszystko w ciemno, ledwo potem dopięłam walizkę.

Panowie zabawiali nas rozmową i żal było się rozstawać, ale czekała na mnie kolejna atrakcja przygotowana przez moją uroczą przewodniczkę – degustacja oliwy z oliwek. Ottavio, właściciel stoiska nr 187 z ekologiczną żywnością, z uśmiechem odpowiadał na moje pytania, a kiedy dowiedział się, że jestem z Polski, uraczył mnie kilkoma zabawnymi historyjkami o swoich znajomych z Krakowa. Na koniec pochwalił się znajomością kilkunastu słów po polsku. „Perfetto polacco!” – co innego mogłam powiedzieć w takiej sytuacji? A trzy butelki oliwy powędrowały do mojej torby…

Nim się obejrzałam, minęły dwie godziny. Dwie godziny, w czasie których mogłam się poczuć jak mieszkanka wiecznego miasta – jadłam, piłam, gawędziłam, wreszcie robiłam zakupy, a wszystko w przyjaznej i ciepłej atmosferze.

Wieczorem przeglądając zdjęcia w aparacie z przerażeniem odkryłam, że zrobiłam na rynku ledwie kilka zdjęć – tak pochłonęły mnie pogawędki i degustacje, że kompletnie zapomniałam o dokumentacji fotograficznej. Dlatego cztery dni później wróciłam na Mercato Trionfale, już bez wsparcia ze strony Sabriny, i muszę powiedzieć, że nie było łatwo odnaleźć się w labiryncie alejek. Błądząc, wielokrotnie mijając te same stoiska udało mi się w końcu odnaleźć moich gospodarzy sprzed kilku dni. Arsenio na mój widok uśmiechnął się od ucha do ucha i zawołał do Ivo: „To ta dziewczyna, co była z Sabriną w czwartek!”, na co Ivo odparł: „Pamiętam, tego dnia nie zapomnę nigdy! Masz narzeczonego? Szkoda, poprosiłbym cię o rękę…”

Informacje praktyczne

  •  Główne wejście do Mercato Trionfale mieści się przy via Andrea Doria 41 – 600m pieszo od stacji metra Ottaviano, 400m pieszo od wejścia do Muzeów Watykańskich.
  • Bazar jest czynny od poniedziałku do soboty, w godzinach od 7:00 do 14:00 – najlepszą porą na odwiedziny jest wczesne przedpołudnie.
  • Bazar można odwiedzić samemu, ale z Sabriną macie gwarancję dobrej zabawy i spróbowania produktów naprawdę wysokiej jakości – pod tym linkiem możecie się z nią skontaktować i zarezerwować spotkanie 
  • Weźcie ze sobą aparat, dobry humor i trochę euro w gotówce – na pewno Wam się przyda!


Inne artykuły, które mogą Ciebie zainteresować:

W jednym miejscu znajdziesz wszystkie nasze artykuły dotyczące Rzymu:
Rzym

PODZIEL SIĘ
Włochy miały być kolejnym krajem na wakacje, okazały się miłością życia 😉 Po powrocie z wakacji zaczęłam uczyć się języka włoskiego, przez co poznałam fantastycznych ludzi zgromadzonych wokół Italia Po Polsku i lawina ruszyła. Fascynuje mnie różnorodność tego kraju ze szczególnym uwzględnieniem kuchni.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here